I znowu o jedzeniu
wtorek, 27 maj, 2008 at 9:28 przed południem | In mniam, praca, takietam | No CommentsTags: wege, zupa
Koło Gospodyń Wiejskich zawiesiło działalność. Katarzyna zorganizowała dostawy domowego jedzenia. Jednakowoż, w tym tygodniu nasi programmersi siedzą w centrali, więc obiadków nie ma. Wczoraj było łatanie pizzą, na dzisiaj ugotowałam zupę.
Paczka włoszczyzny (marchewki, pietruszki, seler, por), pół główki małej kapusty, papryka. Do tego sporo brązowej soczewicy i pół paczki mieszanki różnych ziarenek (kasze, fasolki, soczewica też). I jeszcze wlałam pół kartonika koncentratu pomidorowego z bazylią. I tak oto się to gotowało, w asyście dwóch kosteczek warzywnych i różnych ziółek. Wyszło całkiem mniam ![]()
KGW dzisiejsze
środa, 27 luty, 2008 at 11:27 przed południem | In KGW, mniam | 1 CommentCiecierzyca z warzywami. A było to tak…
1. cebula

2. papryka i pieczarki

3. cukinia

4. bakłażan

5. pomidory i bazylia

6. I finalnie wygląda to tak:

…jeszcze tylko ciecierzyca i gotowe…
Koło Gospodyń Wiejskich
środa, 20 luty, 2008 at 2:41 pm | In KGW, mniam | 6 CommentsWygląda na to, że udało się rozwiązać problem obiadów w pracy. Wraz z dwiema koleżankami zawiązałyśmy Koło Gospodyń Wiejskich - mamy rozpiskę kiedy która gotuje dla wszystkich trzech. Dzisiaj była moja kolej, na obiad była zupa z soczewicy. Jeśli ktoś chce przepis - łapka w górę.
A oto zdjęcie części ingrediencji:
Pierniczki
wtorek, 18 grudzień, 2007 at 11:57 przed południem | In mniam | 2 CommentsNie dużo roboty, zabawy sporo. Z porcji ciasta bazującej na 0.5kg mąki wyszło 5 blach pierniczków, 117 sztuk. Drugiej porcji już nie przeliczałam, ale wyszło duużo.Koledzy w pracy szczęśliwi.
Jakby ktoś chciał przepis - łapka w górę.
Za 2 godziny…
poniedziałek, 22 październik, 2007 at 3:05 pm | In Abstrakcyjne, mniam, takietam | 6 CommentsZa 2 godziny skończy się moja trwająca prawie 3 lata (dokładniej rzecz biorąc, 2 lata i 8 miesięcy) przygoda z aparatem na zębach.
Gumo do żucia! Jabłka! Przybywajcie!!!
wizzair - ja: jeden do pięciu
czwartek, 11 październik, 2007 at 10:23 przed południem | In mniam, praca | 1 CommentChciałam przywieźć piwo z Brukseli. 6 butelek różnych dobrości. Po rozpakowaniu walizki okazało się, że mam 5 butelek piwa, sporą garść drobnego szkła oraz przemoczone garniturowe portki, w które zawinięty był Hoegaarden Grand Cru.
Dzień Śliwki
wtorek, 25 wrzesień, 2007 at 11:53 pm | In Abstrakcyjne, mniam, takietam | No CommentsUdział wzięli: 5kg śliwek, substancje sypkie, płynne i półpłynne, 3 humanoidy.
Efekt: 7 słoiczków powideł śliwkowych oraz blacha ciasta ze śliwkami. Z ciasta niewiele zostało, powidła grzecznie czekają aż nadejdzie ich czas.
Układ idealny
czwartek, 21 czerwiec, 2007 at 12:44 pm | In mniam, takietam | 1 CommentJa jej wyjadam surówkę. Ona mi - gotowaną marchewkę. Grunt to dobre towarzystwo przy obiedzie ![]()
Zorba
poniedziałek, 14 maj, 2007 at 11:32 przed południem | In mniam | 3 CommentsŻeby nie było, że tylko zrzędzę i narzekam… Tym razem pochwalę grecką restaurację Zorba, mieszczącą się w DC przy ulicy Dereniowej, pod numerem szóstym.
Niedzielna kolacja zaczęla się od falstartu - komuniści[1] wyżarli wszystkie cieple przystawki. Po szybkiej korekcie zamówienia dostalismy przepyszną zupę grzybową, z prawdziwymi grzybami i lazankami, następnie pojawiły się zimne przystawki - feta i wybór oliwek (tak, trochę na opak, ale zmiana zamowienia wywolala trochę zamieszania, zupa pojawiła się pierwsza i kelnerka wolala dać nam ją od razu, póki była ciepła). Feta przepyszna, oliwki cudownie chrupiące. Wspominając sylwestrowy urlop na Teneryfie zdecydowaliśmy się na półmisek owoców morza z grilla. To byl strzał w dziesiątkę - krewetki, małże, mule, ryby, kalmary w cieście - wszystko cudownie świeże i smaczne. Podane z warzywami i ryżem z sosem pomidorowym, które to dodatki zlekceważyliśmy. Z żalem pozostawiłam na półmisku krewetę - niestety, objadłam się jak prosię.
Obsługa miła i przyjazna.
Polecam!
[1] przyjęcie komunijne
Pomidoro, Konstancin-Jeziorna
czwartek, 3 maj, 2007 at 10:16 pm | In mniam, takietam | 1 CommentStrzeżcie się, ach strzeżcie, gdyż miejsce to straszliwe.
Zamowilismy: cielęcinę w sosie tuńczykowym, żurek, bulion z pierożkami, comber jagnięcy, stek w gorgonzoli (krwisty, rzecz jasna). A na dzień dobry - sok z pomarańczy. Po 20 minutach znudzona kelnerka się zmaterializowała i powiedziała, że soku nie będzie bo pomarańcze się skończyły. Ok, to niech będzie herbata i cola.
Przyszła cielęcina. Biedne zwierze, takie łykowate, chrząstkowate, a zamordowali i dali niewinnym do jedzenia. Sos tuńczykowy chyba ledwo widział z daleka tuńczyka.
Przyszły zupy. Bulion poprawny, ale ledwo ciepły. Żurek - w chlebie - kwaśny jak pieron i wrzący.
Nadszedł gwóźdź programu zwany daniem głównym. Konrad dostał dwie smutne kosteczki obrośnięte resztkami mięsa, miał zabawę, żeby wydłubać coś jadalnego. No a ja.. dostałam podeszwę spaloną z wierzchu. Wykonałam testowe nacięcie, które potwierdziło, że o tym kawałku mięsiwa można wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest krwistym stekiem. Pokazałam kelnerce co i jak, o dziwo wzięła mój talerz i odmaszerowała w kierunku kuchni. Chwilę później dostałam ziemniaki z czosnkiem, zapieczone pod serem oraz warzywa (fsęsie: 6 plasterków cukinii) z grilla. Szalenie sensowne, zwłaszcza, że reszta dania głównego dania była w serwisie :>
Anyway, na pocieszenie dostałam dwa ptysie w polewie czekoladowej i waniliowej (polewa o konsystencji kitu do okien). Zjadliwe. Przyszedł stek. Ba, przyfrunął. Był tylko lekko ścięty z zewnątrz, w środku surowe mięso..zimne. Buerp.
Przy płaceniu okazało się, że na rachunku widnieją te dwa soki, do których wyprodukowania zabrakło pomarańczy.
Nie po le cam!
Blog at WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.
