@Mechelen

wtorek, 18 listopad, 2008 at 8:53 am | In Abstrakcyjne, praca, wyjazdowe | 4 Comments
  • Lotnisko w Brukseli jest duże. Za duże. Się idzie i idzie, mija sklepy, jeszcze więcej sklepów, się już tęskni za swoją walizką, a tu jeszcze jedne schody, jeszcze jeden korytarz, a może w dół, a może w górę. Wszystko to chyba po to, żeby walizka już właśnie się kręciła na podajniku w rozdawalni bagażu.
  • Na tymże lotnisku jest nieprzyzwoicie mało bankomatów. W czasie wędrówki między sklepami z punktu powyższego odpuściłam kwestię poszukiwania bankomatu, później był problem – w hali przylotów był jeden.
  • W supermarkecie na lotnisku nie da się płacić visą.
  • Taksówki są miło zorganizowane (podobnie jak na lotnisku w Atenach) – jest jedna kolejka, która bardzo szybko się przesuwa, jest pan który pokazuje palcem kto do której taksówki ma wsiadać, taksówek jest dużo – a wszystkie oznaczone jako taksówki lotniskowe. Oczywiście byli też panowie szepczący “taksi, taksi” (kojarzyło mi się to z babiną na Kleparzu 12 lat temu mówiącą “spirytys, spirytus”) ale można ich olać
  • Mechelen w niedzielny wieczór śpi. Na ulicach pusto, knajpy pozamykane (znalazłam jakieś trzy, z czego dwie zadymione i wyglądające groźnie, w trzeciej – najbliżej hotelu – nakarmili mnie pod koreczek krewetkami i frytami). Tak sobie myślę, że na ulicach pusto bo nie ma gdzie iść, a knajpy są zamknięte bo kto przyjdzie… W poniedziałek rano szukając bankomatu (to nie obsesja na punkcie klepania PINu, przeliczyłam stan kasy i doszłam do wniosku że mam za mało euraskowych papierków) nagle trafiłam na przepiękną katedrę, gotyk że aż ciężko się odessać.
  • Wikipedystyczna linka do Mechelen
  • Firma się postarała. Mieszkam w wielgim (tak, wielgim a nie wielkim) mieszkaniu, sama jedna bo akurat nikt inny do nich nie przyjechał. Dzisiaj rano spiesząc się nawet zatęskniłam za malutkimi pokojami hotelowymi w których wszystko było pod ręką.
  • Firma się postarała. Dostałam do dyspozycji jeździdełko – czerwonego vw polo. Bardzo ułatwia mi to życie.
  • Koledzy z pracy okazali się być mili i troskliwi, wczoraj gdy wychodziłam z biura upewniali się, czy się nie zgubię, czy trafię, zostałam zasypana numerami telefonów na wszelki wypadek
  • Belgowie nie wypuszczają samochodów usiłujących wydostać się z podporządkowanej. Trzeba uzbroić się w zimną krew i po prostu wyjechać (co nie jest proste gdy jeździ się służbowym jeździdełkiem).

Gdy wydarzy się coś jeszcze, nie omieszkam wrzucić tu kolejnej notki.

Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.