Poranna pogawędka

piątek, 26 październik, 2007 at 9:34 przed południem | In javowcy, praca | No Comments

Ot, coś nas naszło na gadanie, o tym i o owym, o programach pocztowych, sygnaturkach, netykiecie, RFC, ircu i innych pierdołach. Finał był taki, że kol. Sebastian (politechniczny javowiec) stwierdził, że przy mnie dochodzi do wniosku, że jest humanistą.

No, ale przynajmniej ustaliliśmy jedno: jeśli ktoś ma słuchawki na uszach, nie należy do niego gadać. Zaklikać czymś tekstowym - można.

Chińczyk

czwartek, 25 październik, 2007 at 11:23 przed południem | In praca | No Comments

Wczoraj odważnie zamówiliśmy obiad u chińczyka. Sebastian: ryż smażony z kurczakiem, z lekką nutką dekadencji. Krzysiek: bezsmak z warzywami (znaczy się, tofu). Ja standardowo: kurczak chrupiący, z sosem słodko-kwaśnym. Chinol chyba miał promocję, dostałam niezamówiony dodatek: w sosie była mucha. Z zimną krwią wydłubałam ją widelcem i wyrzuciłam do kosza, kontynuując posiłek.

Ale już tam nie zamówię jedzenia, o nie.

Policja…

środa, 24 październik, 2007 at 11:05 przed południem | In bolid | No Comments

Jak już pisałam wcześniej, Polska Policja fajna jest. Wczoraj przyszedł papier, że namierzyli sprawcę stłuczki, podali mi jego nazwisko oraz numery samochodu. Napisali także, że szanowny sprawca nie przebywa pod adresem zameldowania i że go szukają.
Dobre i to, prawdę mówiąc spodziewałam się, że mi napiszą, że wykonali szereg działań prowadzących do zerowego efektu. A tu jednak :>

Ćwiczenie dykcji

środa, 24 październik, 2007 at 10:28 przed południem | In Abstrakcyjne, takietam | 1 Comment

Wklejam tu to, co dostałam dzisiaj od dziewczyn w celu ponownego nauczenia się wyraźnej wymowy:

W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie, strząsa krople dżdżu, a trzmiel w puszczy, tuż przy Pszczynie straszny wszczyna szum. Mąż gżegżółki w chaszczach trzeszczy, w krzakach drzemie kszyk, a w Trzemesznie straszy jeszcze wytrzeszcz oczu strzyg.

Wielka powódź w Szczebrzeszynie — brzmi żartowniś chrząszczyk w trzcinie. Siadł chrząszcz dziadziuś na łodydze: Jaka powódź? Nic nie widzę! Płacz, zgrzytanie, lament w gąszczach — to chrząszcz różdżką grzmoci chrząszcza.

Przyleciały trzy pstre przepiórzyce przed trzy szare kamienice.

Było białe białe pole, bieluteńkie aż po brzeg. Na tym białym białym polu leżał bardzo biały śnieg. (z przesadnym otwieraniem paszczy)

Siedziała małpa na płocie i gryzła słodkie łakocie” (to na to, żeby nie zjadać “ł” między samogłoskami)

24 godziny wolności

środa, 24 październik, 2007 at 8:53 przed południem | In Abstrakcyjne, takietam | 2 Comments

W poniedziałek zdjęli mi aparat z zębów. Niesamowite uczucie, w paszczy zrobiło się luźno. Zęby wypiaskowane, wypolerowane, ładniutkie - kilka osób uraczyło mnie komentarzem, że mam uśmiech gwiazdy filmowej. Z drugiej strony - dopadło mnie przerażenie, no jak to, one takie nieograniczone, pewnie zechcą wrócić na swoje miejsce.

A po 24 godzinach dostałam urządzenie o wdzięcznej nazwie “płytka retencyjna” - kawał plastiku (niebieskiego, z zatopionymi kwiatkami, jak szaleć to szaleć) z drucikami. Mam to nosić prawie bez przerwy, wydłubując z paszczy tylko do jedzenia i mycia zębów. Celem ćwiczenia jest przypominanie zębom gdzie ich (nowe) miejsce.

Mówi się w tym koszmarnie. Tzn, żeby dało sie mnie zrozumieć, muszę mówić wyraźnie, koncentrując się na tym, żeby ruszać ustami.
Szczęśliwie za 2 miesiące zmniejszy mi się wymiar kary do kilku godzin dziennie (i całej nocy, rzecz jasna).

Trzydzieści trzy - jak to powiedzieć, żeby się nie popluć? :)

Za 2 godziny…

poniedziałek, 22 październik, 2007 at 3:05 pm | In Abstrakcyjne, mniam, takietam | 6 Comments

Za 2 godziny skończy się moja trwająca prawie 3 lata (dokładniej rzecz biorąc, 2 lata i 8 miesięcy) przygoda z aparatem na zębach.

Gumo do żucia! Jabłka! Przybywajcie!!!

Jeszcze bardziej O.

czwartek, 18 październik, 2007 at 1:58 pm | In takietam, techniczne | 1 Comment

Dostałam laptopa :)

W nagrodę, za chodzenie na wykłady konferencyjne. I poprawne wytypowanie referatów.

Wiem, że to Toshiba, siedzi zapakowana w pudełku w szeleszczący papier, więc nie będę jej bebeszyć.

Fajnie, prawda? :))))

Update: Już wiem. To L30.

Sauna

czwartek, 18 październik, 2007 at 11:10 przed południem | In takietam | 1 Comment

W hotelu jest wypasiony aqua park. A w nim - sauny.
Poraziły mnie trzy kwestie, dwie związane z użytkownikami, trzecia z warunkami technicznymi. Po kolei: ludzie nie są nauczeni chodzić do sauny. Siedzi niunia w kostuimie kąpielowym w ciepełku, plastik wtapia się jej w ciało, ale nic to, sauna to sauna, tak ma być. My wczoraj byliśmy jedynymi osobnikami przyodzianymi w sposób właściwy, czyli po prostu w ręczniki. Druga kwestia: ludzie nie są nauczeni chodzić do sauny. Idzie takie cielę i zostawia otwarte drzwi. Bo po co zamykać. A ciepło ucieka. Wychodzi cielę spod prysznica i zostawia odkręconą wodę. A co. Skoro już piszę o prysznicach: wtopa totalna, dwa prysznice, z czego jeden sprawny. W ą ę hotelu.

O.

czwartek, 18 październik, 2007 at 9:17 przed południem | In Abstrakcyjne, takietam | No Comments

Trwa wykład o informatyce i prawie karnym. Odezwałam się w kwestii twardej pornografii i czytania maili z zamkniętymi oczami. Dostałam za to książkę :)

Gwoździe z Azji

środa, 17 październik, 2007 at 12:55 pm | In Srebrna, korporacyjne | 1 Comment

Dokładniej mówiąc, osobniki głupie jak paczka pinesek. Jest dokument z konfiguracją. Dokument ma pole “Creator”, które mówi, kto stworzył zawartość i odpowiada za daną konfigurację oraz pole “Raised by”, które mówi, kto stworzył dokument w systemie. Z kim kontaktują się odpowiedzialni za wdrożenie konfiguracji koledzy z domeny .in? Oczywiście z osobą z pola “Raised by”. Pech w tym, ze z ostatnich 200+ dokumentów konfiguracyjnych dla obecnego projektu 100% było zaczętych przeze mnie.

Chyba czeka mnie ciężki miesiąc.

S.

Następna strona »

Blog at WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.