Sunshine
poniedziałek, 30 kwiecień, 2007 at 10:05 pm | In takietam | No CommentsA może by tak urządzić Sunshine Drinking Party? Przy każdej bzdurze kolejka wódki… Tyle, że pewnie mało kto by dotrwał do końca.
Ach, i Kitten. Znaczy się Capa. I te jego niebieskie oczyska, ach!
ogłoszenie parafialne
niedziela, 29 kwiecień, 2007 at 1:04 pm | In takietam | No CommentsWłaśnie zauważyłam, że poza znajomymi czytają mojego bloga osoby które trafiają tu szukając wiadomości nt. Bukaresztu. Mili ludkowie, jeśli macie jakieś pytania, coś was szczególnie intryguje - dajcie głos. Może specjalnie dla Was mogę coś sprawdzić w betonowym smutnym mieście - bądź co bądź będę tam już za 2 tygodnie. A może spotkamy się w samolocie o 10:50?
Angina
niedziela, 29 kwiecień, 2007 at 1:00 pm | In takietam | 3 CommentsW Timi dopadła mnie angina. Zaczęło się od niewinnego bólu gardła, będącego następstwem poniedziałkowych ekscesów (to wspominane w poprzednim wpisie piwo po 2.5 rona) w towarzystwie Jarka (postąpił bardzo męsko oddając mi swoją kurtkę) i Grzanasa. A potem było już coraz gorzej. Ratowałam się płucząc gardło wodą z ukradzioną ze śniadania solą. Potem przyszedł gruźliczy kaszel. Finalnie Mihaela zaprowadziła mnie do apteki, gdzie zaopatrzyłam się w Strepsils i Stodal. I tak jakoś dotrwałam do piątku. Powrót był paskudny, jako, że lecieliśmy przez Wiedeń, musiałam przetrwać dwa starty i lądowania, a każde było gorsze - ten katar wciskany różnicami ciśnień w uszy…
W sobotę pokazałam się lekarce - angina ropna i zapalenie górnych dróg oddechowych. Antybiotyk na tydzień, leżeć, odpoczywać. Przez kolejnych kilka godzin rozwikływałam zagadkę transferu środków trwałych (mijloace fixe po rumunowemu) do SAPa, w końcu o 17 uznałam, że starczy, że sobota, żem chora.
Dzisiaj odpoczywam. Zabarykadowałam się w łóżku z japkiem na kolanach, obok plugawy kubek z herbatą z cytryną i sokiem malinowym (tak, tak, to taki zestaw ratunkowy, dodający sił), książki.
Leżę w łóżku, czas przecieka między palcami. Czytam różne blogi (Agata Passent fajnie pisze), pręga, klikam po świecie, słucham muzyki, czasem mi się przyśnie, czasem odpiszę na jakiegoś maila.. Jest dobrze. Wierzę, że jeden dzień lenistwa i ładowania baterii może czynić cuda, zwłaszcza, że jutro znowu czeka mnie ciężki dzień. Ale to jutro. Dzisiaj jest dzisiaj.
Inne oblicze Rumunii
niedziela, 29 kwiecień, 2007 at 12:36 pm | In korporacyjne | 3 CommentsMiniony tydzień spędziłam w Timisoarze. Urocze miasto, bardziej przypominające węgierskie mieściny niż to co widziałam w Bukareszcie. Ludzie inni, bardziej otwarci [1] i ciekawi przybyszów z Polski. Fabryka wafelków w czekoladzie (zwiedzałam!). Z pracy _trzeba_ wyjść o 17, autobus ostatniej szansy jest o 18, później po prostu nie ma jak się dostać do miasta. Fotki jakoś wrzucę i pokażę.
Trzy piwa kosztowały 7.5 rona.
[1] Mihaela uczyła mnie rumuńskiego, więc rzucane przeze mnie znienacka rumuńskie słowa zupełnie niepasujące do sytuacji, doprowadzały ją do płaczu ze śmiechu. Ce faci!
W kwestii wiśni
poniedziałek, 16 kwiecień, 2007 at 2:58 pm | In korporacyjne | 1 CommentPrzed fabryką rosną 3 drzewa. Ktoś kiedyś, w ataku geniuszu, wpisal je do rejestru środków trwałych. I teraz, przy migracji, są z mimi straszne cyrki.
Korporacyjne grupy środków trwałych nie przewidują czegoś takiego jak drzewo. Nie ma Londynu, jest Lądek Zdrój. W wyniku wielu narad i dyskusji ustalono, że drzewo, to grunt i amortyzujemy je 5 lat. Tyle, że trzeba było też określić grupę dla lokalnego raportowania. Tam też nie ma drzewa - po prostu drzewa, dziewcze zbierające dane więc się zawiesiło na tym problemie. Ale Mihaela pogrzebała w ustawie i znalazła… wiśnię. Tak więc pójdzie zaraz zmiana do konfigu, w wyniku której wśród dostępnych opcji pojawi się “Plantatii de ciresi”. I tak oto z klonu, czy co oni tam mają, zrobilismy wiśnię. Jej przewidywany okres życia to 10 lat. Ciekawe co z nią zrobią, gdy się zamortyzuje do zera?
katastrofa w Parku Smaku
poniedziałek, 16 kwiecień, 2007 at 2:39 pm | In mniam | 5 CommentsInaczej tego sie nie na nazwać.. Ale zacznijmy od początku. Zachciało się nam sushi, a z ostatniej wizyty w Parku Smaku zapamiętaliśmy, że ma się tam objawić nowy przybytek dla sushiżerców. Po przekroczeniu progu restauracji o wdzięcznej, ostrzegającej nazwie Fugu, dramat się rozpoczął. Powitały nas brudne szyby (fakt, lokal świeży, otwarty miesiąc temu) - brudne brudem budowlanym. Jakby się nie dało przetrzeć. Miły pan stojący za barem nie był w stanie udzielić informacji, która cześć sali jest przeznaczona dla niepalących. Do odpowiedzi rzuciła się kobieta o aparycji sklepowej z mięsnego - właścicielka. Kelnerka już po drugim “poproszę menu” raczyła przynieść kartę (wcześniej zawieszała się z pytaniem “czy podać coś do picia” na ustach). Następnie katastrofa potoczyła się lawinowo. W skrócie: gorsze susgi dają tylko w sodexho, w wersji zapudełkowanej. Ryż o konsystencji kitu do okien, bez smaku, pociągnięty serdeczną warstwą wasabi. Unagi powinno byc z pieczonym węgorzem, a nie z tłustym cosiem.
Właścicielka poraziła mnie odpowiedzią na pytanie ‘z czym są nigiri w tym zestawie’ - otóż, mili państwo, nigiri jest z różnymi rybami. No kto by się w sushi barze spodziewał nigiri z rybami, może powinno byc z truskawkami i żółtym serem?
Być może patrzyłabym przychylniejszym okiem na to, co zostało nam podane, ale nieziemsko wkurzała mnie obsługa i właściciele (jak już wspominałam, ludzie o aparycji sprzedawców z mięsnego, którzy chyba wymyślili sobie, że prowadząc sushi bar zarobią więcej niz na mortadeli). Fakt, nikogo poza nami nie było, ale to chyba nie jest powód, żeby sobie siedzieć centralnie przy barze i gadać gromkim głosem. Mogą, a co, to ich knajpa. A ja miałam poczucie, że przeszkadzam.
Na koniec okazało się, że nie da się u nich płacić kartą, o czym nie raczyli wspomnieć na wstępie.
Nie polecam. Niech im plajta bolesną będzie.
(po)Świątecznie
wtorek, 10 kwiecień, 2007 at 11:06 przed południem | In takietam | 1 CommentKwiatki wyzbierane w Gdyni
- Czy macie Państwo rumuńskie wina? Oczywiście - tu są francuskie a tu hiszpańskie.
- Składanka “Moby - Classic Hits” na stoisku z muzyką klasyczną w gdyńskim empiku
- dialog: “Idziemy na 300, ładnie się rzezają. - To może ci much nałapać, to im nóżki powyrywasz?”
Kurz opadł
czwartek, 5 kwiecień, 2007 at 10:50 przed południem | In korporacyjne, takietam | 2 CommentsTo, co dało się zrobić, zrobione. To, co niezależnie ode mnie leży - poleży do “po świętach”.
Kardiolog rozłożył nade mną ręce. Tętno za wysokie, ciśnienie za niskie. Tętno trzeba obniżać, ale prochy na to przy okazji obniżają ciśnienie. Ciśnienie trzeba ciut podnieść, ale prochy na to podnoszą tętno. Mam zmienić tryb życia, wysypiać się, w pracy dać na luz. Może podłączenie mnie na 24h do kabli coś wyjaśni? Ciężko wyczuć. A serce fika nadal.
Kurier z Brukseli przywiózł piwo - dziękuję Andrzejku!
Mimo zmęczenia i przygnębienia, czuję przez skórę ślady optymizmu. Mogę podejść do okna i pogapić się na kwitnące mirabelki, ba - mogę wyjść z budynku, żeby zanurzyć się w ich zapachu. I tego będę się trzymać.
Blog at WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.