Sobotnio

sobota, 31 marzec, 2007 at 1:36 pm | In korporacyjne | 1 Comment

Przez ostatnie 4 godziny nie odrywałam rąk od laptopa - dopadła mnie praca. Cóż, raport z dzisiejszym statusem poszedł Wyżej, mam już dosyć. Zresztą, pół godziny temu Abdul zadzwonił z pytaniem, czy może wyjść z domu na dwie godziny - widać nie ja jedna wymiękłam.

W sumie to dobrze że jestem unieruchomiona, szlag by mnie trafił, że muszę pracować a tu taaakie słońce.

Bardzo długi dzień

sobota, 31 marzec, 2007 at 9:13 przed południem | In korporacyjne, takietam | No Comments

30 marca był jednym z dłuższych dni w moim życiu. Wstęp był dzień wcześniej - miałam w planach wyprawę do sklepu z winem, zamiast tego siedziałam do 22 w pracy szukając zaginionych 3.5 mln RONów. Znalazłam! …i poszłam na firmową imprezę. Wracając z niej, w nieco pijanym widzie wyknułam, że skoro nie udało mi się kupić wina po pracy, to spróbuję przed. To była dosyć skomplikowana logistycznie akcja, musiałam znaleźć jelenia który mi dostarczy walizkę z hotelu do pracy itp. I zamiast pojechać do roboty, czmychnęłam taksówką w stronę Piata Unirii. Wino kupiłam (5 buletek!) i metrem dostałam się do pracy. No i tu wydarzyła się katastrofa - przewróciłam się na schodach (szczęśliwie po odstawieniu wina w bezpieczne miejsce). Kolano szybko zrobiło się wielkie i sine. Teraz już widać, że pracuję w streamie FICO, u nas gipsy i temblaki są na porządku dziennym. Następne 3 godziny w pracy były mordęgą, jakoś ze wszystkich stron atakowały mnie 2-3 stopniowe schodki, których wcześniej nie zauważałam. A potem, gdy praca była w pełnym rozkwicie, bazki sprawdzające dane kręciły się z pełną mocą, dotarło do mnie, że taksówka już czeka, że już muszę śmigać na lotnisko. W taksówce było bardzo ciężko - musiałam siedzieć ze zgiętym kolanem, czując wyraźnie każdy wertep, których w Bukareszcie jest bez liku. Przed samolotem uraczyłam się przeciwbólowcem, który pomógł mi przetrwać podróż do Warszawy. Na Okęciu doszłam do wniosku, że nie mam zamiaru jechać do domu taksówką - moje kolano naprawdę nie lubi być zginane. Więc bohatersko skorzystałam z usług komunikacji publicznej, na szczęście szybko przyjechał niskopodłogowy 175. W domu byłam przez 5 minut i pojechałam do lekarza. RTG i dobra wiadomość - kości całe, ścięgna całe, staw cały - kolano jest po prostu bardzo mocno stłuczone. Pokrzepiona tą wiadomością kupiłam w przychodni coldpacki, którymi mam sobie gnata obkładać (przy okazji użyteczny hint: coldpack jest lepszą wersją wkładu do lodówki turystycznej, sam ortopeda zasugerował, żeby w czasie wolnym od kontuzji chłodzić tym piwo :) ). Zaraportowałam szefom, że w przyszłym tygodniu raczej mnie nie będzie (ale będę online). Pozniej pojezdzilismy chwile po miescie załatwiając to i owo, a następnie.. o godzinie 19:00 rozpoczęliśmy zajęcia w szkole tańca. Początkowo miałam mocne postanowienie, że będę tylko siedzieć i smętnie się gapić, potem niestety moja silna wola poszła tam gdzie zwykle i nawet trochę potańczyłam, zaciskając zęby.  O godzinie 20:30 zostały jeszcze dwa punkty programu zaplanowane na ten dzien - zakup prezentu dla Asi i udział w jej parapetówce. Oba punkty zostały zrealizowane pomyślnie, Asia dostała dwa taborety (ha ha, po to, żebym miała na czym u niej siedzieć z wyprostowaną nogą).

30 marca zakończył sie o godzinie 23 powrotem do domu. Uff.. co za męczący dzień.

polowanie na kubki

czwartek, 29 marzec, 2007 at 1:18 pm | In korporacyjne | 2 Comments

Jedną z ciekawszych przypadłości pracy w Bukareszcie jest konieczność pilnowania swojego kubka z herbatą. Po biurze krążą panie, które z wytrwałością WOPisty na granicy polsko-białoruskiej polują na kubki. Podchodzą, zaglądają i oceniają zawartość. Jeśli uznają, że kubek jest wystarczająco opróżniony - porywają go. Jedynie kubek trzymany w rękach jest bezpieczny. Mam wrażenie, że od liczby umytych kubków zależy ich wynagrodzenie.

Z yerba-matowym pozdrowieniem,
korespondent z dziwnego kraju

Zniechęcenie

wtorek, 27 marzec, 2007 at 9:34 przed południem | In korporacyjne | 1 Comment

Miało być pięknie. Pojadę do Bukaresztu, Hindusi będą ładowali dane, prztrzymam rękę na pulsie i w razie problemów będę korygować.

I co? I dane, które dostałam do sprawdzenia, nadają się do zaorania. Do jasnej anielki, to jest preprod, to powinno wszystko smigać prawie bezobsługowo. Mam dosyć. Może mogłabym coś poknuć przy tych danych, ale po prostu mi się nie chce, wolałabym tłuc kamienie na drodze. Niech one same naprawiają dane.

i znowu Bukareszt

poniedziałek, 26 marzec, 2007 at 8:23 pm | In takietam | 2 Comments

2760

piątek, 23 marzec, 2007 at 4:21 pm | In korporacyjne | 2 Comments

Tyle właśnie razy musiałam powtórzyć dzisiaj kombinację: ctrl-c, alt-tab, ctrl-v, strzałka w dół, alt-tab, strzałka w dół.

Oczywiście w tym wyliczeniu nie biorę pod uwagę pomyłek, które musialam skrupulatnie naprawić. Praca umysłowa, jasne… tylko dlaczego teraz tak mnie bolą nadgarstki?

Chmury…

piątek, 23 marzec, 2007 at 12:32 pm | In takietam | 2 Comments

Więcej zdjęć chmur i gór znajduje się tu. Zdjęcia te zrobilam wracając ostatnio z Bukaresztu. W poniedziałek znowu lecę, może uda mi się coś jeszcze popstrykać.

Strzępy pamięci

piątek, 23 marzec, 2007 at 12:19 przed południem | In takietam | No Comments

Od kilku tygodni prześladowały mnie fragmenty wiersza. Skręcało mnie, że nie pamiętam całości, a kiedyś pamiętałam. Męczyła mnie melodia zdań, która mi się wymykała z palców.

Aż w końcu przed chwilą prostacko go wyguglałam.

Le Dormeur du val.

C’est un trou de verdure, où chante une rivière
Accrochant follement aux herbes des haillons
D’argent; où le soleil, de la montagne fière,
Luit: c’est un petit val qui mousse de rayons.

Un soldat jeune, bouche ouverte, tête nue,
Et la nuque baignant dans le frais cresson bleu,
Dort; il est étendu dans l’herbe, sous la nue,
Pâle dans son lit vert ou la lumière pleut.

Les pieds dans les glaïeuls, il dort. Souriant comme
Sourirait un enfant malade, il fait un somme:
Nature, berce-le chaudement: il a froid.

Les parfums ne font pas frissonner sa narine.
Il dort dans le soleil, la main sur sa poitrine
Tranquille. Il a deux trous rouges au côté droit.

Arthur Rimbaud, novembre 1870

Tak, wiem, w barbarzyńskim języku. I właśnie dlatego tak mi utkwił w pamięci.

Na specjalne życzenie mogę go powiedzieć, znowu - z pamięcii.

Emisja głosu

czwartek, 22 marzec, 2007 at 11:51 pm | In takietam | No Comments

Dzisiaj byłam na pierwszych zajęciach z emisji głosu. Zajęcia z ziewania - nabieranie powietrza do ziewnięcia jest najbardziej efektywnym sposobem oddychania. Trzeba się przełamać i wydawać dziwne odgłosy przy obcych ludziach. Prawie obcych - spotkałam Kolegę Z Dawnych Lat. Trzeba się przełamać i np sprawdzać dotykiem czy koleżanka obok prawidłowo rozsuwa żebra w oddechu.

Podobało mi się. Już wiem, że będę starała tak ustawiać loty do Bukaresztu, by móc czwartkowe wieczory spędzać z ludźmi, mówiąc wraz z nimi różne “ś” i “aaaaaai”

Cytat

czwartek, 22 marzec, 2007 at 3:12 pm | In takietam | 1 Comment

A. powiedział właśnie o mnie:

swoja droga, zawsze wiedzialem, ze ty tylko udajesz taka grzeczna [wink]

 

Noo… zdemaskował mnie :)

Następna strona »

Blog at WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.