Jak kobyła po westernie…

środa, 28 luty, 2007 at 8:55 pm | In korporacyjne | Leave a Comment

Tak się właśnie czuję. Dzisiaj w pracy pobijałam rekordy skupienia, dobrej organizacji, perfekcyjnego [Tomku, perwersyjne to kiedy indziej] przełączania kontekstowego i w ogóle przepracowałam bardzo solidnie prawie 9 godzin. Ledwo miałam czas, żeby wyskoczyć na chwilę na namiastkę obiadu (do trucicieli – serdecznie tego żaluję). W ramach efektywnego wykorzystywania czasu, na nudnym spotkaniu robiłam ostateczną korektę książki pingwiniej. Maile, SAPanie, accessowanie, tabelki, skrinszoty…

I mam wrażenie, że to dopiero początek. Aaaa.. chcę się wyspać!

A na koniec dnia dostalam od Przemka linka do przepięknie prowadzonych wspomnień sesyjnych. Ach, łezka się w oku kręci…

Ogólnoświatowy Dystrybutor Sposobności Dostępny

środa, 28 luty, 2007 at 8:00 pm | In takietam | Leave a Comment

WiFi Globalny ma sposobności dystrybutora jak niezależny dostawca dostępny wokół kuli globus.
My obecnie ofiarować WiFi Hotspot Systemy które są Wygodny, obydwa dla handlowego właściciela, i, bardziej z powagą, użytkownik końca.

Proponujemy odrębnie najwięcej Możliwy radiowy sieć system dostępny… Gdziekolwiek.

Ofiarować najwięcej wytrzymały produkt w rynku poparł przez gwarancja i wybory poparcia. Jeden raz zainstalował, Zrobił jest cały te.

Więcej tu. Serdecznie dziękuję koleżance m. za podrzucenie linka.

Dwa lata kagańca

poniedziałek, 26 luty, 2007 at 12:40 pm | In takietam | 5 Comments

Dzisiaj mijają 2 lata od zadrutowania mojej szczęki. Po tamtym aparacie nie ma śladu (śladem są proste zęby i retainer), została mi jeszcze góra, która towarzyszyć mi będzie max 3 miesiące. Dwa lata obtarć, intensywnego mycia zębów, czasami bólu i niewygody, czasami jogurtu w roli jedynego jadalnego dania, kasy wolę nie liczyć bo osiwieję. Ale warto było.

Dziękuję Ci siwa za namiary na Emmę.

Ciekawa sprawa, w moim otoczeniu ‘druciarzy’ jest coraz więcej. Ostatnio nawet kolega w pracy się dał zadrutować, ciekawostka: przy niedrucianych stara się mówić tak, żeby nie było widać, przy mnie się szczerzy pełną paszczą.

Wszystkim niepewnym czy dać sobie założyć aparat chcę powiedzieć, że da się z tym żyć, że nie jest to takie straszne jak się z początku wydaje. A warto, warto…

Niedzielnie

niedziela, 25 luty, 2007 at 4:01 pm | In takietam | 2 Comments

Dzisiejszą jazdę na uczelnię sponsorowały literki “k” i “m”. Maska znowu mi się otworzyła, w czasie jazdy oczywiście. To już się robi mało zabawne, ale chyba namierzyłam w czym rzecz i coś czuję, że czeka mnie przejażdżka do blacharza. Super.

Na wykładzie było całkiem nieźle, szkoda tylko, że byłam taka spiąca…

A po wykładzie – powraca czkawką temat pingwinariów. A bo on nie wiedział, że ma się zapisać, a teraz nie ma miejsc, ratuj ach ratuj. A w ogole to dlaczego on nie dostał maila z przypomnieniem, że trzeba się zapisać albo zapłacić, to wina podłych organizatorów. Najsmutniejsze jest to, że największe problemy sprawiają znajomi. Obcy ludzie jakoś nie mają problemów z wypełnieniem formki rejestracyjnej. Dziwne.

Podaj dalej

niedziela, 25 luty, 2007 at 3:33 pm | In takietam | 6 Comments

Jajcuś uraczył mnie udziałem w łańcuszku blogowym, a jako, że Jajcusiowi się nie odmawia…
Pięć nieoczywistych rzeczy o mnie:

  • za lewym uchem mam bliznę w kształcie krzyża. Nie jest to żaden symbol religijny, ot, efekt jednego zabiegu chirurgicznego, a taka dziwna blizna wyszła sama z siebie
  • po mleku i jego słabo przetworzonych przetworach (biały ser itp) strasznie boli mnie brzuch i cierpę okrutne katusze
  • w podstawówce byłam łobuzem i biłam kolegów. Szczególnie tych wyższych ode mnie (cała sztuka polegała na tym, żeby wbiec na krzesło i rąbnąć Jaśka bądź Krzyśka książką w łeb). Brata też biłam :>
  • nie lubię słodyczy – jedynym wyjątkiem jest gorzka czekolada. Oczywiście, gdy trzeba, to coś tam zjem, ale bez zapału, a raczej z lekkim obrzydzeniem.
  • pomimo wielu prób i starań, nie umiem jeździć na rolkach tyłem. Może w tym roku się nauczę?

A teraz rzecz najtrudniejsza.. gorący kartofel leci do:

  1. honeja
  2. mrmana
  3. Antymona
  4. marzki
  5. a co mi tam siwą też wrobię :)
  6. errata, siwa już wrobiona. Szanowna Redakcjo, co teraz?

A teraz zacytuję Jajcusia: Jak ktoś nie ma ochoty na tę zabawę, rozumiem… ale ciekawa jestem tych dwudziestu pięciu rzeczy… erm, znaczy dwudziestu, bo mroczne tajemnice siwej już znam;-)

Aaaaa

niedziela, 25 luty, 2007 at 12:21 am | In takietam | 2 Comments

W sumie, nigdzie nie obiecywałam, że nie będę tu pisać w stanie wskazującym.

Zupełnie przypadkiem trafiłam na imprezę. Impreza jak impreza, piwo, smichy-chichy. Warte zauważenia są dwa wydarzenia. Po pierwsze, w trakcie imprezy dostalam nagłego krwotoku z nosa, przez co knajpa wyglądała jak plan filmowy dla niskobudżetowego horroru. Po drugie, pod koniec libacji, kolega, który został wyrzucony z seminarium za niemoralne prowadzenie się (m.in wymiana koszulek z dziewczynami na pielgrzymce) zaserwował nam przegląd pieśni liturgicznych, śpiewanych pełnym głosem na zaspanej ulicy.

Bzzz… dobranoc.

ps. ten wpis pisałam strasznie długo, poprawiając nie tyle literówki co nie trafienia w klawisze. bzzzz

Walka o żer.

sobota, 24 luty, 2007 at 6:34 pm | In takietam | Leave a Comment

Zachciało mi się makreli wędzonej. Nabyłam ją drogą kupna w niecywilozowanych warunkach (bo czy krfr w Arkadii to cywilizowane miejsce? Obawiam się, że wątpię), ale konsumpcja odbyła się w sposób całkowicie hardcore’owy. Wyobraźcie sobie – stałam z talerzem na środku pokoju, wymierzywszy tak, żeby z żadnego mebla nie dało się dosięgnąć i na chybcika po kawałku wsuwałam rybę. A koty i tak wspięły mi się po nogach. Dałam im po odrobince, trudno.

A teraz stoczylam bój o jogurt kokosowy. Udało mi się, uff..

Nie, nie głodzę kotów :) I nie wyjadam im z misek, to dlaczego one się przysysają do mojego?

Bleee

piątek, 23 luty, 2007 at 2:12 pm | In korporacyjne | 2 Comments

Nie wiem co mnie podkusiło.

Poszłam na obiad do bufeciuku, który jest najbliżej, czyli na dole budynku. Zupa, drugie… Zupa – 3mm warstwa tłuszczu. Drugie – jedyną nie-tłustą rzeczą na talerzu był ryż, który poza brakiem tłuszczu cierpiał także na brak smaku. Surówka kapuściana ociekająca tłuszczem, kapiący td tłuszczu kawałeczek fileta z indyka.

Nigdy więcej…

Żołądku, przepraszam Cię. Zaraz dostaniesz pyszną miętę.

Niech to szlag, czyli kapryśny bolid

piątek, 23 luty, 2007 at 10:30 am | In takietam | 3 Comments

Dzisiejsza jazda do pracy przebiegła pod hasłem bluzgów. Przedwczoraj zaczęła mrugać lampka ‘wrzuć monetę’.. nic to, rezerwa to rezerwa, z dwa dni pojeżdżę… Po drodze bolid dławił się i ksztusił, zwalałam wszystko na to, że zimno jak pierun. Na al. Niepodległości mi zgasł (a ja mam tą cholerną blokadę, którą ciężko wymacać i unieszkodliwić). Uff.. zapalił, jedziemy dalej. Prych, prych, będę jechał, nie będę? Może będę… Na skrzyżowaniu Modzelewskiego i Wilanowskiej otworzyła mi się maska. Kto widział bolida ten wie jak toto się otwiera i jaką wielką płachtą blachy jest. Awaryjne, zatrzasnąć. Tyr tyr tyr, potoczę się, nie potoczę, prych prych… przetoczyłam się jeszcze kawałek i maska znowu ziuuuum zasłoniła mi świat. Zaklęłam szpetnie (po raz kolejny tego uroczego poranka..) i stwierdziłam że chrzanię, jadę zatankować. Do pracy i tak jestem spóźniona, na maskę to nie pomoże ale może przynajmniej książę bolid będzie jechał bez fochów. Erm… na stacji lałam benzynę i lałam i lałam… a ręce mi przymarzały do dystrybutora. Do bolida weszło 60 litrów (a bak wg instrukcji serwisowej ma 62). Co oznacza, że dotoczyłam się na resztkach oparów, miał drań podstawy by fikać. Morał z tego taki: nie ufać rezerwie.  Jeszcze tylko muszę rozpoznać jakie było źródło fochów maski.

Bukareszt

czwartek, 22 luty, 2007 at 11:06 am | In takietam | 1 Comment

A Bukareszt wygląda na przykład tak:

Następna strona »

Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.